Pogłębiający się problem suszy i rosnące temperatury stały się naszą codziennością. Adaptacja do zmiany klimatu nie jest już wyborem, lecz warunkiem dobrego życia i bezpiecznego rozwoju gmin. W dużej mierze opiera się ona na właściwym zarządzaniu wodami opadowymi oraz terenami zieleni. Kluczową rolę odgrywają w tym samorządy, a jednym z najważniejszych narzędzi, jakimi dysponują, pozostaje planowanie przestrzenne.
Dlaczego planowanie przestrzenne ma znaczenie dla klimatu?
Adaptacja do zmiany klimatu zaczyna się w przestrzeni. Decyzje dotyczące lokalizacji zabudowy, ochrony terenów zieleni, dolin rzecznych czy mokradeł wpływają na zdolność krajobrazu do zatrzymywania wody, obniżania temperatury i ograniczania skutków zjawisk ekstremalnych.
Kluczową rolę w działaniach adaptacyjnych odgrywają samorządy. Wśród wielu dostępnych narzędzi najważniejsze pozostaje planowanie przestrzenne, które decyduje o tym, gdzie można budować, a gdzie należy zachować funkcje przyrodnicze i retencyjne.
Dziś system planowania przestrzennego przechodzi największą zmianę od ponad dwóch dekad.
Opracowanie własne
Rewolucyjna zmiana nr 1: koniec „wuzetek”
Reforma planowania przestrzennego zakłada wygaśnięcie studiów uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego.
Jednocześnie zmienią się zasady wydawania decyzji o warunkach zabudowy („wuzetek”). W przyszłości będą one mogły być wydawane wyłącznie w gminach posiadających plan ogólny oraz jedynie na obszarach uzupełnienia zabudowy. Dodatkowo decyzje te będą ważne przez 5 lat, a nie – jak dotychczas – bezterminowo.
Celem reformy jest ograniczenie narastającego chaosu przestrzennego, który od lat wskazywany jest jako jedna z najpoważniejszych barier rozwoju polskich miast i gmin.
Koszty chaosu przestrzennego
Skala problemu jest ogromna.
Według analiz Komitetu Przestrzennego Zagospodarowania Kraju PAN koszty chaosu przestrzennego w Polsce wynoszą około 84,3 mld zł rocznie. Obejmują one m.in. koszty transportu, budowy i utrzymania rozproszonej infrastruktury technicznej, a także straty środowiskowe wynikające z niekontrolowanej suburbanizacji.
Najwyższa Izba Kontroli od lat zwraca uwagę, że decyzje o warunkach zabudowy często stawały się podstawowym narzędziem kształtowania przestrzeni, mimo że nie musiały być zgodne z polityką przestrzenną gmin wyrażoną w studium. W efekcie dochodziło do rozpraszania zabudowy, wzrostu kosztów infrastruktury i degradacji ładu przestrzennego.
Konsekwencje środowiskowe są równie poważne:
- fragmentacja terenów zieleni,
- przerywanie korytarzy ekologicznych,
- zabudowa mokradeł i terenów podmokłych,
- uszczelnianie powierzchni biologicznie czynnych,
- ograniczanie retencji krajobrazowej.
Wszystkie te procesy osłabiają zdolność ekosystemów do łagodzenia skutków zmiany klimatu, a tym samym obniżają odporność przestrzeni na te zmiany.

Gminy przeznaczają pod zabudowę znacznie więcej terenów niż wynika to z faktycznych potrzeb demograficznych. Fot. Piotr Zakrzewski z Pixabay
Rewolucyjna zmiana nr 2: bilansowanie terenów mieszkaniowych
Drugim filarem reformy jest obowiązek bilansowania terenów mieszkaniowych.
Przez lata wiele gmin przeznaczało pod zabudowę znacznie więcej terenów, niż wynikało to z rzeczywistych potrzeb demograficznych. Według analiz PAN powierzchnia terenów przewidzianych pod zabudowę w dokumentach planistycznych odpowiadała potrzebom nawet około 200 milionów mieszkańców! Tymczasem liczba ludności Polski systematycznie maleje i w ciągu kilku kolejnych dekad skurczy się do ok. 30 milionów.
Nowe przepisy wymagają, aby samorządy określały zapotrzebowanie mieszkaniowe na podstawie publicznych prognoz demograficznych oraz istniejących i zapisanych w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego zasobów mieszkaniowych.
Dla wielu gmin oznacza to konieczność rezygnacji z dalszego rozszerzania terenów przeznaczonych pod zabudowę i skupienia się na lepszym wykorzystaniu już zurbanizowanych obszarów.
To rozwiązanie jest szczególnie ważne z punktu widzenia adaptacji. Każdy hektar zachowanej przestrzeni otwartej to większa retencja, lepsza infiltracja wód opadowych, więcej siedlisk dla zwierząt i większa odporność krajobrazu na suszę.
Jak gminy starają się obejść ograniczenia związane z rozwojem zabudowy, obniżając potencjał adaptacyjny?
Tymczasem gminy dążą do zachowania jak największej powierzchni terenów mieszkaniowych, widząc w tym szansę rozwoju, a nie dostrzegając związanych z tym kosztów. Co czwarty plan ogólny, który został uchwalony do marca 2026 r., został uchylony przez wojewodę ze względu na błędy, wśród których najczęściej powtarzało się zawyżone zapotrzebowania na zabudowę!
Niestety część gmin zdecydowała się opóźnić prace nad planami ogólnymi. Zamiast tego skoncentrowały swoje wysiłki na uchwalaniu miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego (MPZP). Takie podejście pozwala zachować możliwość przeznaczenia pod zabudowę większych obszarów, niż wynikałoby to z nowych zasad bilansowania terenów mieszkaniowych. Ustawodawca dopuścił bowiem utrzymanie rezerw terenów budowlanych zapisanych w obowiązujących miejscowych planach. Rozwiązanie to miało ograniczyć ryzyko roszczeń odszkodowawczych ze strony właścicieli nieruchomości, jednak jednocześnie osłabia efekt reformy w gminach o wysokim stopniu pokrycia planami miejscowymi. Dotyczy to zwłaszcza części gmin z Górnego Śląska i Małopolski, gdzie miejscowe plany obejmują często całe gminy.
Inne samorządy zdecydowały się z kolei na wydanie jak największej liczby decyzji o warunkach zabudowy na dotychczasowych zasadach. Decyzje te zachowają bowiem ważność także po wejściu w życie nowych regulacji. Budzi to jednak istotne wątpliwości dotyczące spójności przyszłego zagospodarowania przestrzennego. Plany ogólne mają uwzględniać istniejącą zabudowę oraz obowiązujące miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego, nie odnoszą się natomiast do wcześniej wydanych decyzji o warunkach zabudowy. W efekcie może dojść do sytuacji, w której inwestor będzie dysponował ważną decyzją umożliwiającą realizację zabudowy na terenie, dla którego nie przewidziano odpowiedniej infrastruktury technicznej lub komunikacyjnej. Tego rodzaju rozbieżności mogą w przyszłości generować zarówno konflikty przestrzenne, jak i dodatkowe koszty dla gmin.
Artykuł opracowała: Ilona Gosk