Menu Zamknij

Liście zostają – jak zadbać o różnorodność w glebie

Już niedługo złota polska jesień a wraz z nią pod drzewami pojawią się piękne dywany żółte, czerwone, brązowe, złote, pomarańczowe. Z czym nam się kojarzą? Z szelestem pod nogami, spacerami po parkach i lasach, barwnymi krajobrazami, nostalgią kończącego się lata. Tworzymy z nich bukiety i ozdobne kompozycje, w szkołach trafiają na lekcje plastyki i przygotowują nas do powitania nowej pory roku. U ogrodników pojawia się pokusa grabienia, czyszczenia, porządkowania. Czy zawsze niezbędna? Czy korzystna dla przyrody?

W badaniach postrzegania dzikiej przyrody w mieście, które przeprowadziliśmy latem 2024 brodzenie w liściach często pojawiało się jako miłe wspomnienie z dzieciństwa, fot. Design_Miss_C z Pixabay

Skąd wzięła się potrzeba grabienia liści?

Dawniej liście były naturalnym elementem krajobrazu, w tradycyjnych wiejskich i podmiejskich ogrodach zazwyczaj pozostawały niezgrabione, chyba że zbierano je ręcznie jako ściółkę dla zwierząt gospodarczych, czy do ochrony roślin w warzywnikach. Dopiero wraz z rewolucją przemysłową przestrzeń miast zaczęto postrzegać jako miejsce, które trzeba kontrolować i „ucywilizować”. W XX wieku trawniki spopularyzowały się na terenach zurbanizowanych jako rozwiązania nowoczesne, podkreślające status społeczny i wykorzystywane do rekreacji. Po II wojnie światowej grabienie liści stało się normą. Liście zaczęły być postrzegane jako śmieci i bałagan a ich usuwanie symbolizowało dobre zarządzanie i troskę o mieszkańców. Dopiero XXI wiek przyniósł zmianę w tym podejściu wraz ze wzrostem wiedzy o funkcjonowaniu miejskich ekosystemów i zwrotem ku przyrodzie, której brak coraz bardziej odczuwamy szczególnie na terenach zurbanizowanych.

Dlaczego warto ograniczać grabienie?

Zanikanie rodzimych gatunków roślin i zwierząt, dotkliwe susze czy coraz częstsze podtopienia, długie fale upałów i uciążliwość miejskiego życia latem to nowe wyzwania, które skłaniają nas do refleksji nad zmianą w zarządzaniu terenami zieleni w miastach. Rezygnacja z grabienia liści pod zdrowymi drzewami i krzewami to jedno z działań, które może mieć bardzo pożyteczne skutki. Dlaczego?

Po pierwsze, liście stanowią naturalną ściółkę. Pozwalają zatrzymać wodę, chronić glebę i wspierać bioróżnorodność. Ich pozostawianie nie pociąga za sobą dodatkowych kosztów a pozwala lepiej przygotować miasto na uciążliwe skutki zmieniającego się klimatu.

Pokrywając glebę chronią ją przed erozją, wahaniami temperatury i przesuszeniem. Gdy pada deszcz pozwalają na dłuższe zachowanie go w miejscu opadu (nawet do 100% opadu), zapobiegając szybkiemu spływowi, ograniczają też niszczenie gleby w czasie gwałtownych opadów.

Po drugie, rozkładające się liście wzbogacają glebę w próchnicę i składniki odżywcze. Usuwanie opadłych liści w parkach i miejskiej zieleni przyczynia się bezpośrednio do dalszego spadku zawartości próchnicy, która i tak w glebach na terenach miejskich jest niższa niż poza miastem. Liście pod drzewami i krzewami to naturalny nawóz, dostarczający cennych składników, wspierający mikroorganizmy i strukturę gleby. Badania gleby we Wrocławiu pokazały że zawartość organicznego węgla (wskaźnika żyzności gleby) może być nawet dwa razy wyższa tam, gdzie liści się nie grabi.

Dla jeży liście stanowią cenną kryjówkę i miejsce żerowania, fot. Monika z Pixabay

Liście stanowią też bezcenne kryjówki dla miejskich zwierząt, które skutecznie walczą z mszycami czy komarami w sezonie wegetacyjnym. O ich potrzebach pisaliśmy już tekście Miejscy sąsiedzi – zwierzęta w mieście. Zimą kryją się w stertach liści różne pożyteczne stworzenia jak biedronki, pająki, larwy i poczwarki motyli, mrówki czy chrząszcze. Dzięki liściom chronią się przed wiatrem i mrozem. Zapytajmy dzieci gdzie szukać jeży? Wśród liści oczywiście. Jeże zdecydowanie wolą je od specjalnie stawianych dla nich domków, korzystają z nich też w sezonie wiosenno-letnim. Szczególnie lubią sterty liści, wraz z gałęziami zagarniętę w ustronnym miejscu. Podobnie płazy, którym liście dają możliwość przetrwania zimy w mieście. Usunięcie liści szkodzi też ptakom i jeżom, dla których w tych trudnych miesiącach owady i larwy ukryte w liściach stanowią cenne pożywienie. Kto z nas nie słyszał jesienią szelestu kosa grzebiącego w liściach z rana?

Gdzie koniecznie grabić dalej?

W naszym badaniu postrzegania dzikiej przyrody w polskich miastach temat pozostawiania liści budził różnorakie emocje. Z jednej strony wielu respondentów podkreślało miłe wspomnienia brodzenia w liściastych przestrzeniach i widoku barwnych jesiennych dywanów, z drugiej zwracali uwagę jak ważne jest zapewnienie bezpieczeństwa. Oczywiście! Zarządy miast, które coraz częściej rezygnują z grabienia nie zaprzestają utrzymania terenów zieleni. Regularne grabienie liści z chodników, dróg i ścieżek rowerowych czy placów zabaw i terenów sportowych to podstawa i nikt nie dyskutuje z koniecznością takiego działania. Dodatkowo koniecznie trzeba regularnie usuwać liście spod roślin chorych. Najbardziej rozpoznawalny przykład stanowią kasztanowce. Ich liście nie tylko powinny być sprzątane gdy tylko opadną, ale również usuwane z terenów zieleni i oddawane do utylizacji. Ma to zapobiegać rozprzestrzenianiu się szrotówka kasztanowiaczka, który odpowiada za pogarszający się stan tych wspaniałych drzew.

Grabienie liści z ciągów komunikacyjnych to obowiązkowy element utrzymania terenów zieleni, fot. Zbigniew Milewski z Pixabay

Co warto robić z liści na własnym podwórku?

Przejdźmy na dziką stronę miasta – pozwólmy liściom pozostać tam gdzie spadły, jeśli drzewa bądź krzewy, na których rosną, są zdrowe. Te zgrabione ze ścieżek i podjazdów wykorzystajmy do produkcji kompostu, którym nawieziemy rośliny na wiosnę. Możemy je też zebrać w hałdy w miejscach, gdzie nie będą przeszkadzać. Opadłymi liśćmi warto też zabezpieczyć na zimę uprawiane rośliny.

Sterta liści to doskonały domek dla jeża, dużo lepszy niż ten który kupimy w sklepie, fot. Alicja z Pixabay

Pozostawione pod drzewami liście to nie śmieci – to bezpłatna ochrona gleby, pożywienie dla drzew, schronienie dla zwierząt i magazyn wilgoci. Wystarczy, że nauczymy się patrzeć na nie jak na skarb, który co roku spada nam prosto z nieba.

__

Zdjęcie otwierające artykuł: Dariusz Staniszewski z Pixabay

Podobne wpisy