Menu Zamknij

Wystawa zdjęć Magdaleny Niezabitowskiej-Krogulec na konferencji „Miejskie ostoje bioróżnorodności”, Wrocław 27-28 października 2025 r.

Z ciemności rodzi się światło. Ich odwieczna rywalizacja towarzyszy człowiekowi od zawsze. Obie te siły obecne są w sacrum i w profanum. Ciemność potrafi budzić lęk – utożsamiana ze złem, z tym, co nieznane. Światło natomiast, choć potrafi odsłonić nas w chwilach, gdy chcielibyśmy pozostać niewidoczni, jest figurą nadziei. Wskazuje kierunek, rozświetla drogę, daje poczucie bezpieczeństwa. W religijnych paradygmatach bóstwo jest światłością – symbolem dobra, życia, mocy stwórczej. To dzięki światłu możemy rosnąć, rozwijać się, trwać. Ale czy istnieje „właściwa” ilość światła i „właściwa” ilość ciemności? Czy można mówić o świetle, które staje się złe?

Nasze życie wyznacza rytm dnia i nocy – harmonia, której potrzebujemy, by zachować równowagę. Dziś jednak coraz częściej ją zakłócamy, zapominając, że jesteśmy częścią natury, istotami zbudowanymi z rytmu i zmienności. Na tym zaburzeniu zawieszona jest cała moja opowieść.

Zawsze miałam trudność z zasypianiem tam, gdzie jest zbyt jasno. Do snu potrzebuję ciemności. Gdy światło staje się zbyt intensywne, nie potrafię się wyciszyć. Mogę od niego uciec – zasuwając roletę, zakładając opaskę na oczy.
Zwierzęta i rośliny nie mają tego przywileju. Nie mogą się schować, gdy pragną mroku, ani zgasić światła, gdy staje się go za dużo. Od wieków żyją w harmonii dnia i nocy, ich czas płynie w rytmie światła i ciemności. Co się dzieje, gdy ten rytm zostaje przerwany?

Światło jest potężnym bodźcem. Przyciąga, kusi, obiecuje ciepło i bezpieczeństwo. Ma w sobie magnetyzm, któremu trudno się oprzeć. Oddziałuje na wszystkie istoty – ludzi, zwierzęta, rośliny. Wnika w nasze ciała i zmysły. My, ludzie, przedłużamy dzień sztucznym światłem, skracając noc – czas życia stworzeń, które na nią czekają.

Owady, lecące w poszukiwaniu pożywienia, trafiają na źródło światła i stają się jego więźniami. Krążą wokół niego bez końca, często nie doczekując świtu. Giną z wyczerpania albo w sieciach pająków, które nauczyły się czekać tam, gdzie światło wabi ofiary. Lecą, bo muszą – instynkt, który niegdyś prowadził ku księżycowi, dziś kieruje je ku żarówce. A przecież te nocne wędrowczynie – ćmy – są równie ważne jak pszczoły. Wiele roślin, które otwierają kwiaty dopiero po zmierzchu, zawdzięcza im przetrwanie. Bez nocnych zapylaczy świat doświadczy katastrofy. Wtedy i ciemność, i światło utracą sens.

Ptaki przemierzające nocne niebo niosą w sobie pradawną mapę. Od zawsze wiedziały, dokąd lecieć – prowadziło je światło gwiazd. Lecz gdy niebo zasnuwają chmury albo rozjaśnia je blask miast, gwiazdy gasną, a ptaki tracą orientację. Zniżają lot i wpadają w pułapkę łun miast, które z oddali wyglądają jak ogromne latarnie. Zwabione blaskiem, rozbijają się o szklane ściany wieżowców – niewidzialne bariery w przestrzeni, która miała być niebem.

Są też ptaki zmierzchu i świtu – jak kos, który zaczyna śpiewać, gdy słońce chowa się za horyzontem. W jego pieśni brzmi rytuał, wezwanie, obietnica początku. Słyszałam kosa śpiewającego w mroźną noc, o pierwszej nad ranem. Stał w białym świetle lampy, oświetlającej podwórko. Śpiewał, jakby z całych sił wierzył, że nadchodzi wiosna. Ale został oszukany przez światło. Jeśli ptaki zbyt wcześnie zaczynają gody, ich pisklęta przychodzą na świat za wcześnie – w chłodzie, bez owadów, które mogłyby je wykarmić. Światło zmienia rytm życia, nie pytając, czy ktokolwiek jest gotów na tę zmianę.

A co ze świetlikami? Samica wabi samca delikatną poświatą – szeptem światła w ciemności. To język nocy, stworzony do rozmowy bez słów. Lecz gdy wokół jest zbyt jasno, samiec nie dostrzega jej wezwania. I wtedy ten szept milknie. Populacja świetlików cichnie, znika z naszych przestrzeni.

Dla wielu ryb światło również staje się barierą. Dorosłe łososie płynące w górę rzek, by złożyć ikrę, zatrzymują się, gdy napotkają podświetlony most. Nie potrafią przekroczyć granicy światła. Podobnie zooplankton – w dzień ukryty w głębi, nocą wypływający ku powierzchni, by żerować na fitoplanktonie. Gdy tafla wody jest rozświetlona, cykl się załamuje. Równowaga znika, woda zielenieje.

A nietoperze? Mistrzowie nocy również potrzebują mroku. Tylko w ciemności potrafią polować. Rozświetlone siedliska odbierają im przestrzeń życia, zaburzają porządek, który reguluje liczebność owadów. Podobnie płazy – ropuchy szare czy rzekotki drzewne. Dla nich rozświetlona ścieżka jest przeszkodą nie do pokonania. Wiosną, gdy wyruszają złożyć skrzek w wodzie, każda taka bariera może oznaczać koniec wędrówki – przerwanie cyklu życia.

Mrok od zawsze był naturalnym schronieniem. Dziś to my stoimy po stronie światła. Zaklinamy noc, rozpraszając ją blaskiem lamp i ekranów. Wydaje nam się, że w ten sposób oswajamy ciemność, a tymczasem odbieramy ją innym istotom – pozbawiając je bezpieczeństwa, rytmu, miejsca do życia. Wraz z nocą odbieramy im prawo do istnienia w naturalnym porządku świata.

__

Magdalena Niezabitowska-Krogulec

instagram: magda4enka

Zdjęcie otwierające: Tomasz Kaczor

 

Podobne wpisy