Menu Zamknij

Miasto dla zapylaczy. Jak uczynić przestrzeń miejską bardziej przyjazną owadom zapylającym?

Różnorodność zapylaczy

Zapylanie jest jedną z kluczowych usług ekosystemów. Niemal 90% gatunków roślin okrytonasiennych, w tym wiele gatunków uprawnych, korzysta z usług zwierząt, by wytworzyć nasiona. Różnorodność taksonomiczna zapylaczy jest bardzo duża – są wśród nich przedstawiciele tak odległych grup jak owady, kolibry, nietoperze czy lemury.

W Polsce zapylaczami są niemal wyłącznie owady. Z rolą tą jest kojarzona przede wszystkim pszczoła miodna, jednak jest ona tylko jednym z bardzo wielu gatunków zapylaczy. W naszym kraju odnotowano do tej pory niemal 500 gatunków dzikich pszczół, a w efektywności zapylania mogą one przewyższać pszczołę miodną. Do ważnych zapylaczy należą również motyle, a wśród nich ćmy pełniące kluczową rolę jako nocni zapylacze kwiatów. Część gatunków roślin jest specjalnie przystosowana właśnie do nich, otwierając swoje kwiaty lub intensyfikując wydzielanie wabiącego zapachu wieczorem. Wśród muchówek zapylaczami szczególnie wartymi wzmianki są bzygowate (Syrphidae). Wiele gatunków bzygów jest z wyglądu podobnych do pszczół lub os. One same są zupełnie bezbronne (nie mają żądeł i nie gryzą), a upodobnianie się do żądlących owadów daje im ochronę przed drapieżnikami. Zapylać mogą również chrząszcze, osy i wiele innych owadów.

Wiele przedstawicieli bzygowatych (Syrphidae) ma kontrastowe ubarwienie przypominające osy lub pszczoły. W przeciwieństwie do nich, bzygowate mają tylko jedną parę skrzydeł, fot. Justyna Kierat

Poszczególne gatunki zapylaczy do pewnego stopnia mogą zastępować się wzajemnie przy zapylaniu tych samych gatunków roślin. Jednak nie każdy zapylacz będzie tak samo skuteczny na każdym gatunku rośliny. Wśród jednych i drugich są też specjaliści, polegający przede wszystkim lub wyłącznie na kilku konkretnych partnerach. Dlatego do zapewnienia efektywnego zapylania nie wystarczy obecność w środowisku jednego czy kilku gatunków owadów zapylających – potrzebna jest większa różnorodność. W szczególności, nie da się zastąpić dzikich owadów hodowlaną pszczołą miodną.

Miasto to nie tylko silnie zurbanizowane tereny. Można tu znaleźć wiele siedlisk o bardziej naturalnym charakterze, bogatych w różne gatunki dzikich roślin i ich zapylaczy, fot. Justyna Kierat

Czy miasta są dobre dla zapylaczy?

Urbanizacja stanowi wyzwanie dla owadów zapylających. Nie każdy gatunek jest w stanie żyć w środowisku miejskim. Nie znaczy to jednak, że miasta są ubogie w zapylacze – wręcz przeciwnie, można w nich spotkać zaskakująco dużo gatunków, w tym również takie, które są rzadkie i zagrożone. W jednym dużym mieście może żyć ponad 200 gatunków samych pszczół! W granicach miast znajduje się wiele różnych mikrosiedlisk, od obszarów mocno przekształconych i nieprzyjaznych dla zapylaczy po siedliska zbliżone do naturalnych, czasem wręcz godne ochrony rezerwatowej. Te, które obecnie nie są zbyt przyjazne zapylaczom, da się w prosty sposób przekształcać na oazy bioróżnorodności. Szczególny potencjał mają tutaj parki, skwery, trawniki, ogrody przydomowe czy ogródki działkowe.

Trzmiele to również pszczoły. W Polsce żyje ich około 30 gatunków. Niemal wszystkie są pod ochroną, fot. Justyna Kierat

Jak wspierać zapylacze w miastach?

Baza pokarmowa

Jest rzeczą dość oczywistą, że aby wspierać zapylacze, trzeba zadbać o obecność w środowisku kwitnących roślin. Ważna jest zarówno ilość, jak i jakość, czyli odpowiedni skład gatunkowy. Nie wszystkie rośliny produkują pyłek i nektar, a pełne kwiaty wytwarzane przez niektóre odmiany ozdobne mogą utrudniać owadom dostanie się do ich wnętrza i żerowanie. Najbardziej wartościowe z punktu widzenia bioróżnorodności są gatunki rodzime, czyli naturalnie występujące w Polsce. Jeśli tylko jest taka możliwość, dobrze jest pozwolić wyrosnąć spontanicznie dzikiej roślinności, np. ograniczając częstotliwość koszenia. Powinno się wtedy kontrolować, czy nie pojawiają się przedstawiciele inwazyjnych gatunków obcych, i w razie potrzeby je usuwać. Inwazyjne gatunki obce (IGO) to gatunki, które po sprowadzeniu przez człowieka na nowe dla siebie tereny rozprzestrzeniły się w środowisku naturalnym i zagrażają bioróżnorodności, np. konkurując z rodzimymi gatunkami. Roślin należących do IGO pod żadnym pozorem nie należy też sadzić ani wysiewać – nawet tych, które są w czasie kwitnienia odwiedzane przez zapylacze, jak nawłoć kanadyjska i późna, niecierpek gruczołowaty, rdestowiec, czy robinia akacjowa. Ich rola jako źródła pokarmu dla niektórych owadów nie równoważy szkód czynionych w środowisku.

Obrostka letnia (Dasypoda hirtipes) żyje licznie w miastach. Jest specjalistką pokarmową na roślinach z rodziny astrowatych. W sprzyjających warunkach może tworzyć wielkie kolonie ziemnych gniazd, fot. Justyna Kier

Żaden gatunek kwitnącej rośliny sam jeden nie zapewni pokarmu wszystkim zapylaczom. Część gatunków pszczół to specjalistki pokarmowe, które muszą zbierać pyłek z konkretnych grup roślin (np. obrostka letnia Dasypoda hirtipes – z roślin z rodziny astrowatych, pseudomurarka żmijowcowa Hoplitis adunca – ze żmijowca, spójnica lucernowa Melitta leporina – z bobowatych). Uprawa większej liczby gatunków, odpowiednich dla siedliska, pozwoli uzyskać większą różnorodność owadów zapylających. Będzie to też pomocne w osiągnięciu innego ważnego celu – zapewnieniu tzw. taśmy pokarmowej, czyli sekwencji kwitnących po sobie gatunków roślin, tak by nie było przerw w kwitnieniu. Przy planowaniu roślinności warto uwzględnić w miarę możliwości nie tylko rośliny zielne, ale również rodzime krzewy i drzewa, które wiosną stanowią ważne źródło pyłku dla dzikich pszczół. Do chętnie odwiedzanych należą np. wierzby, głogi, brzozy czy dęby. Te dwa ostatnie są wprawdzie wiatropylne i nie potrzebują zapylenia, ale ich obficie wytwarzany pyłek jest chętnie zbierany przez pszczoły.

O ile w przypadku pszczół odpowiednio dobrane kwiaty zaspokajają całość ich potrzeb pokarmowych, to inne owady zapylające żywią się pyłkiem i nektarem tylko przez część swego życia. Dlatego aby zaspokoić ich potrzeby żywieniowe, trzeba również uwzględnić biologię ich larw. Gąsienice motyli żerują na różnych gatunkach roślin, również takich, które nie kwitną w sposób efektowny – np. pokrzywie, szczawiu czy trawach. Niektóre gatunki motyli związane są ponadto z mrówkami, które adoptują larwy i zanoszą do swojego mrowiska. Wśród bzygów spotykamy gatunki o larwach drapieżnych (mszycożernych), żyjących w martwym drewnie, w wodzie bądź w gniazdach błonkówek. Również wśród pozostałych zapylaczy różnorodność biologii i potrzeb jest ogromna. Z tego powodu optymalne siedlisko dla zapylaczy powinno być mozaikowe, uwzględniające jak największą różnorodność źródeł pokarmu i mikrosiedlisk. Jeśli mamy taką możliwość, warto zbadać skład gatunkowy zapylaczy już żyjących w danej okolicy i dopasować zabiegi ochronne do potrzeb konkretnych gatunków, w szczególności tych najrzadszych, najbardziej zagrożonych i/lub mocno wyspecjalizowanych.

Miejsca gniazdowania pszczół

U pszczół larwy cały swój rozwój przechodzą wewnątrz gniazd, gdzie odżywiają się zgromadzonym wcześniej przez dorosłe osobniki pyłkiem i nektarem. Konieczne jest więc zapewnienie im, oprócz pokarmu, również odpowiedniego miejsca na gniazdo. Te dwie rzeczy muszą być jak najbliżej siebie (najlepiej w tym samym miejscu), ponieważ większość dzikich pszczół nie jest w stanie latać daleko od gniazda. Zwykle mogą pokonać maksymalnie kilkaset metrów, a niektórzy przedstawiciele gatunków o małych rozmiarach ciała latają na nie więcej niż kilkadziesiąt metrów. Większa odległość do pokonania, nawet jeśli jest w zasięgu możliwości samicy, oznacza większy wydatek czasu i energii, co przekłada się na mniejszy sukces lęgowy.

Część gatunków pszczół tworzy kolonie, gdzie tuż obok siebie znajduje się wiele gniazd należących do różnych samic. Takie kolonie nie stanowią zagrożenia dla ludzi, gdyż pszczoły nie atakują w ich obronie, fot. Justyna Kierat

Większość gatunków gniazduje pod ziemią. Zwykle są to kopane przez samice norki o niewielkiej średnicy, sięgające najczęściej od kilkunastu do kilkudziesięciu centymetrów w głąb. Poszczególne gatunki mają różne preferencje co do rodzaju gleby, jej nachylenia czy nasłonecznienia. Chętnie zasiedlane są miejsca o skąpej roślinności, dobrze nasłonecznione, o piaszczystej glebie, a także pionowe lub nachylone skarpy. Część gatunków może tworzyć kolonie, gdzie na ograniczonej powierzchni znajduje się wiele gniazd należących do różnych samic. Pod ziemią gniazduje też część trzmieli, jednak nie kopią same gniazd, tylko wykorzystują np. opuszczone nory gryzoni.

Mniejsza grupa gatunków zasiedla istniejące szczeliny, takie jak puste łodygi roślin czy korytarze w drewnie wygryzione przez larwy innych owadów. W miastach gatunkom tym łatwiej jest znaleźć miejsce do gniazdowania niż gatunkom gniazdującym w ziemi, gdyż wykorzystują one różnego rodzaju szczeliny dostarczane – świadomie bądź nie – przez ludzi, takie jak szczeliny w murach, dziurki po gwoździach i wiele innych. Zazwyczaj głównym czynnikiem wyboru miejsca na gniazdo jest średnica otworu wejściowego (optymalnie – niewiele większa od wymiarów samicy), jednak są też gatunki bardziej wyspecjalizowane – kilka gatunków murarek (Osmia) wybiera na gniazdo puste muszle ślimaków. Niektóre trzmiele gniazdują w dziuplach drzew lub budkach dla ptaków.

Murarka kolczasta (Osmia spinulosa) jest niewielkim gatunkiem murarki. Samice gniazdują w pustych muszlach ślimaków, fot. Justyna Kierat

Szereg gatunków gniazduje w miejscach, które nie mieszczą się w żadnej z dwóch powyższych kategorii, a czasami ich wymagania są mocno specjalistyczne. Część gatunków trzmieli buduje gniazda na powierzchni ziemi, w kępach suchych traw, mchu bądź pod stertami kamieni. Niektóre gatunki pszczół samotnic wygryzają sobie gniazda w miękkim rdzeniu pędów roślin (np. jeżyn), a porobnica drewniarka (Anthophora furcata) czy zadrzechnie (Xylocopa) – nawet w drewnie. Samotka szuwarowa (Hylaeus pectoralis) chętnie wybiera galasy w trzcinie, będące pozostałością po rozwoju pewnej muchówki. Kilka gatunków buduje konstrukcje ze swego rodzaju zaprawy murarskiej lub żywicy, przyklejanych przez samicę do kamieni lub gałązek.

Wewnątrz gniazda samica zwykle zabezpiecza ścianki i buduje przegrody, używając specjalnych wydzielin lub też różnych zebranych materiałów. Przykładowo, miesierki (Megachile) zwykle wykładają gniazdo kawałkami liści, niektóre murarki (Osmia) używają przeżutej masy roślinnej, a wałczatki (Heriades) – żywicy. Materiały do budowy gniazda muszą, podobnie jak rośliny pokarmowe, również znajdować się w jego pobliżu, w zasięgu lotu samicy.

Do najpopularniejszych sztucznych pomocy gniazdowych dla pszczół należą tzw. hotele dla owadów. Konstrukcje te są przeznaczone dla gatunków gniazdujących w istniejących szczelinach i oferują miejsce na gniazdo w postaci np. nawierconych kawałków drewna, pociętej trzciny czy bambusa. W tego typu miejscach, oprócz pszczół, mogą gniazdować również inne gatunki samotnych błonkówek. Hotele dla owadów mogą mieć również elementy przeznaczone dla innych organizmów, takich jak biedronki czy skorki, jednak nie będą one omawiane w niniejszym tekście. Aby hotel spełniał swoją funkcję, powinien być prawidłowo wykonany, postawiony w odpowiednim miejscu i właściwie utrzymywany. Do często spotykanych błędów należą m.in. zastosowanie nieprawidłowego materiału gniazdowego (np. zbyt szerokie otwory, o średnicy większej niż 1 cm; zbyt krótkie gniazda; sztuczne materiały takie jak plastikowe słomki), brak odpowiedniego zabezpieczenia przed warunkami atmosferycznymi, ustawienie hotelu z dala od źródła pokarmu, zasiedlenie go kupionymi kokonami murarki ogrodowej, czy też czyszczenie gniazd z pasożytów gniazdowych (które są naturalnym elementem życia dzikich pszczół i czasami same należą do zagrożonych gatunków).

W hotelach dla owadów może gniazdować tylko część gatunków pszczół, a te, które mają największe trudności w znalezieniu miejsca na gniazdo w środowisku miejskim, czyli gatunki ziemne, nie są w stanie z nich skorzystać. Dlatego coraz większą popularnością cieszą się tzw. sandaria, będące swego rodzaju „piaskownicami dla pszczół” – nieporośnięte roślinnością i wypełnione odpowiedniego rodzaju piaskiem, w którym pszczoły i inne ziemne błonkówki mogą kopać norki. W ich przypadku również obowiązuje zasada, że w bezpośrednim sąsiedztwie musi znajdować się baza pokarmowa.

Alternatywą dla budowania opisanych wyżej sztucznych pomocy gniazdowych jest aranżowanie mozaiki różnorodnych mikrosiedlisk w parkach czy ogrodach (zakrzaczenia, koszenie mozaikowe z pozostawianiem fragmentów niekoszonych, suchych traw, wydeptane piaszczyste ścieżki, martwe drewno itp.), a także ochrona już istniejących miejsc o takim różnorodnym, mozaikowym charakterze. Oferujemy w ten sposób naturalne bogactwo miejsc do gniazdowania. W działaniach mających na celu pomoc gniazdującym pszczołom, warto uwzględnić edukację okolicznych mieszkańców. Z jednej strony pomaga ona pozbyć się obaw i uprzedzeń (dzikie pszczoły w ogromnej większości nie żądlą w obronie gniazd, dlatego hotele dla owadów, sandaria oraz miejsca gniazdowania ziemnych pszczół samotnic nie stanowią zagrożenia dla ludzi). Z drugiej – pomaga zaakceptować elementy, które odbiegają od powszechnych standardów estetycznych, np. rzadziej koszone trawniki czy zakrzaczenia zamiast równych rabatek roślin ozdobnych.

Łagodzenie zagrożeń

Zapewnienie zapylaczom siedliska, które zaspokoi ich potrzeby, może nie przynieść zadowalających efektów, jeśli w tym siedlisku będą oddziaływały na nie szkodliwe czynniki. Do takich czynników należą np. pestycydy, zmiana klimatu i związane z tym zjawiska takie jak podwyższenie średnich temperatur, fale upałów czy susze, oraz hodowla pszczoły miodnej bądź innych pospolitych gatunków.

Wśród motyli nocnych spotkamy zarówno drobne gatunki, jak i dużych i efektownych przedstawicieli, takich jak ten fruczak gołąbek (Macroglossum stellatarum). Nie wszystkie motyle nocne aktywne są w nocy, część z nich spotkamy również w dzień, fot. Justyna Kierat

Pestycydy to substancje mające na celu zwalczanie niepożądanych w danych warunkach organizmów. Zwykle nie są na tyle specyficzne w swoim działaniu, by nie szkodzić również innym gatunkom niż te, które mają być zwalczane. Dla zapylaczy najgroźniejsze są insektycydy, czyli pestycydy kierowane przeciw owadom. Szkodliwe mogą być również te przeznaczone do zwalczania innych grup taksonomicznych, a szkodliwość kilku substancji naraz może przewyższać sumę efektów, jaki dałaby każda z nich osobno (efekt synergistyczny). W niskich dawkach, niewystarczających do zabicia owada, pestycydy mogą powodować tzw. działania subletalne, czyli np. zaburzać orientację w przestrzeni czy upośledzać odporność na choroby. Stosowanie pestycydów po zmroku i na rośliny nie kwitnące w danym momencie ma bardzo ograniczoną skuteczność jako ochrona owadów zapylających. Podczas gdy hodowlana pszczoła miodna noc spędza w ulu, często oddalonym na znaczną odległość od miejsc zdobywania pokarmu, to dzikie owady zapylające pozostają przez cały czas w pobliżu swoich roślin pokarmowych. Mogą nocować w swoich gniazdach (samice pszczół) lub ukryte w roślinności, bądź też – jak ćmy – być aktywne właśnie w nocy. Na niekwitnących w danym momencie roślinach również mogą znajdować się zapylacze, np. gąsienice motyli czy larwy bzygów.

Zmiana klimatu jest zjawiskiem dotykającym ogółu przyrody, i zapylacze nie są tutaj wyjątkiem. W miastach dodatkowo efekt ten jest potęgowany przez zjawisko miejskiej wyspy ciepła. Negatywny wpływ na owady mogą mieć nie tylko podwyższające się średnie temperatury, ale również fale upałów czy susze. Zaburzone mogą zostać również interakcje zapylaczy z ich roślinami pokarmowymi. Na przykład wcześniej przychodzące wiosny mogą wiązać się z desynchronizacją czasu kwitnienia roślin i aktywności ich zapylaczy, a susze – zaburzać produkcję nektaru czy komunikację zapachową kwiatów i pszczół. Wszelkie działania obniżające temperatury w miastach, łagodzące fale upałów, a także zapobiegające suszy będą miały pozytywny wpływ również na owady zapylające.

W Polsce zaobserwowano do tej pory około stu gatunków pszczolinek (Andrena). Wszystkie są samotnicami (nie tworzą rodzin złożonych z królowej i robotnic) i gniazdują pod ziemią, fot. Justyna Kierat

Hodowla pszczół, w szczególności stawianie pasiek, wciąż bywa błędnie uznawane za formę ochrony zapylaczy. W rzeczywistości hodowla pszczoły miodnej, trzmieli, murarek czy innych dostępnych w handlu gatunków zapylaczy nie tylko nie pomaga, ale może wręcz szkodzić. Jest to wprowadzanie do środowiska, w którym żyją już populacje dzikich owadów zapylających, przedstawicieli pospolitego, hodowlanego gatunku, którzy będą konkurować z nimi o pokarm, a także mogą być źródłem chorób i patogenów. Właściwa ochrona zapylaczy, zarówno w miastach, jak i poza nimi, powinna polegać na wspieraniu populacji dzikich gatunków poprzez tworzenie im optymalnych warunków do życia i rozmnażania.

__

Artykuł opracowała: Justyna Kierat

Zdjęcie otwierające artykuł: Karolina Maliszewska

Podobne wpisy