Menu Zamknij
ludzie na plaży nad Wisłą

Kontakt z dziką przyrodą w mieście. Rosnąca popularność ekosystemów nad Wisłą w Warszawie

Jak mieszkańcy miasta postrzegają dolinę rzeczną? I jak z niej korzystają? To niektóre z pytań, jakie Fundacja Sendzimira stawia sobie w projekcie Miejskie ekosystemy dolin rzecznych. Postawiliśmy je też badaczowi. Rozmowę z dr hab. Piotrem Sikorskim, SGGW, przeprowadziła dr Magdalena Puczko.

Piotr Sikorski: Opowiem o dolinie Wisły w Warszawie. Bo to jest obiekt mojego zainteresowania. Jako badacza i jako mieszkańca tego miasta. I rozumiem, że mówimy o XX i XXI wieku? Bo wcześniej było jeszcze inaczej.

Magdalena Puczko: Inaczej, czyli jak?

Z dzieł Canaletta możemy wnioskować jak wyglądała Warszawa i jej związki z Wisłą. To naprawdę niesamowite spojrzeć te 300 lat wstecz. Wisła nieskrępowana gorsetem warszawskim, szkuty obładowane cennymi towarami cumowały tuż pod Zamkiem Królewskim. Tu gdzie obecnie znajdują się fontanny, rozpościerała się osada Rybaki. Nazwa wskazuje, czym trudnili się jej mieszkańcy.

Około 100 lat później Aleksander Gierymski namalował „Piaskarzy”. Przerzucają piasek z łodzi na wysokie nabrzeże. W miejscu dzisiejszych bulwarów. A bliżej naszych czasów? Jak korzystano z Wisły? 

100-150 lat temu nadal intensywnie korzystano z doliny. Było to wciąż podejście praktyczne. Łowiono ryby, wydobywano z rzeki kawały lodu i trzymano je w piwnicach w celu przechowywania żywności. Ale mnie interesuje przede wszystkim roślinność. W tamtych czasach w Warszawie nad Wisłą nie było lasu łęgowego. Wcześniej go wykarczowano, na opał, pod łąki. Dzisiejsze zadrzewienia rosną w miejscu, gdzie wcześniej prowadzono intensywny wypas bydła a rzeka swobodnie wylewała. Przed wojną Warszawa była najbardziej zagęszczoną stolicą w Europie, mieszkańcy eksploatowali dolinę. Należy ją sobie wyobrazić jako pastwisko z pojedynczymi drzewami, wierzbami.

las nad Wisłą

Las nad Wisłą, fot. Magdalena Puczko

Krowy na Wiśle w Warszawie… Kiedy to się zmieniło? 

Gdy zarzuciliśmy gospodarowanie dolinami w formie pastwisk, po zbudowaniu solidnych wałów przeciwpowodziowych. Tereny poza wałami stały się całkowicie dostępne dla gospodarki, pod zabudowę, natomiast przyroda „dostała” wąskie międzywale. Od mniej więcej 100 lat zaczęła się rozwijać roślinność łęgowa i bioróżnorodność z nią związana. Do początku XXI wieku międzywale na prawym brzegu Wisły było dzikie, zarośnięte. Nie było żadnej infrastruktury i tę przestrzeń przejęła przyroda.

I zrobił się raj?

Tak. Ten czas, który daliśmy przyrodzie, wystarczył aby powstało coś tak niezwykłego jak zalewowy las łęgowy. Pomogło wybudowanie ostróg na Wiśle. Spowodowały one wzmożoną akumulację piasku przy brzegu. Usypały się piaszczyste plaże o szerokości 400 metrów, osady się utrwaliły, dały podstawę drzewom. To nowe siedlisko ma ogromny potencjał, jest ostoją zwierząt i roślin, stanowi fragment korytarza ekologicznego. Działa jak bufor. Świadczy wiele usług ekosystemów, z których czerpią mieszkańcy. Przyjechali do nas w 2000 roku goście z zagranicy i nadziwić się nie mogli, że mamy taki skarb w centrum wielkiego miasta.  Myśmy się chwalili, że mamy taką dziką rzekę, a było to przecież niejako „przy okazji”.

dolina Wisły

Lasy łęgowe w dolinie Wisły w Warszawie, fot. Magdalena Puczko

Jak wygląda percepcja międzywala przez mieszkańców miasta w dzisiejszych czasach? W Fundacji Sendzimira przeprowadzimy badanie percepcji doliny rzecznej przez mieszkańców miast za pomocą geoankiety. Może połączymy siły? 

Początkowo mało kto się tutaj zapuszczał. W 2007 roku robiliśmy inwentaryzację. Chodziliśmy po międzywalu, na odcinku między mostami Poniatowskim i Łazienkowskim. Spotykaliśmy wędkarzy i bezdomnych, może ze czterech w ciągu dnia. Kiedy powtórzyliśmy badania kilka lat temu, międzywale odwiedzało już  dwadzieścia pięć tysięcy osób dziennie. Tyle, ile czasami naliczyć można w średniej wielkości parku narodowym. Czyli miejska dolina rzeczna, jej wąski i krótki odcinek, nabrały wartości dla znaczącej liczby mieszkańców.  A odnośnie łączenia sił, to oczywiście jestem otwarty, mam nawet nadzieję, że ta rozmowa to w jakimś sensie tego początek.

Jeżdżą rowerem, spacerują?

Tak. W momencie gdy udało się zbudować pierwsze ścieżki wzdłuż Wisły, po 2008 roku, nagle mieszkańcy wyszli, wybiegli i wyjechali rowerami nad rzekę. Pojawiły się przy tej okazji ciekawe kwestie. Okazało się, że dwa metry szerokości ścieżki to za mało dla rowerzystów i dla pieszych. I zaczęły się dyskusje, kto powinien ją użytkować. Obecnie prowadzone są prace w celu zwiększenia liczby ścieżek, dochodzą one już niemal do Jabłonnej (około 20 km od centrum Warszawy) i daleko na południe Warszawy. Teraz można przejechać do pracy rowerem z Wawra wzdłuż Wisły na rowerze, wysiąść do pracy w Centrum, nie jadąc przez środek Warszawy. Ścieżki dały nowe możliwości wypoczynku wielu osobom. Tutaj powietrze jest czystsze, mikroklimat jest idealny, słyszymy dźwięki ptaków, szum liści.

ścieżka nad Wisłą

Ścieżka pieszo-rowerowa nad Wisłą w Warszawie, fot. Magdalena Puczko

Percepcja doliny idzie w nowym kierunku. Kwestie wartości przyrodniczej stają się ważne. Czy tak?

Tak ale w szczegółach jest to bardziej złożone. Nie ma jednego sposobu odbierania tego, co nas otacza. Na początku do doliny garnęli się ludzie tzw. przyjaźni naturze, przyrodnicy. Bo w łęgu mogli zaobserwować ciekawe gatunki ptaków czy roślin. I oni wciąż tutaj są.  Ale jest też duża grupa użytkowników, która odbiera dolinę inaczej. Z badań prowadzonych w Warszawie oraz w Wiedniu dowiedzieliśmy się, że są to ludzie którzy po prostu chcą się przejść z psem lub pobyć w odosobnieniu. Plaże z kolei dają możliwość spędzenia czasu w grupie bliskich osób, znajomych.

Motywy odwiedzania doliny są różne.

Na przykład rekreacyjne? 

Tak. Dolina pełniła zresztą takie funkcje w przeszłości. Na Saskiej Kępie organizowano pikniki królewskie, tam docierały meandry Wisły. Teraz też ludzie organizują pikniki nad rzeką, wyprawiają dzieciom urodziny.

Co Ciebie szczególnie zainteresowało jako badacza?

Zbadaliśmy jak mieszkańcy postrzegają klony jesionolistne w dolinie. Klon jesionolistny to gatunek inwazyjny, wypiera inne gatunki. Dla przyrodników jego obecność w dolinie to coś złego, zagrożenie dla bioróżnorodności. Co mnie zaskoczyło, mieszkańcy patrząc na te klony właściwie ich nie dostrzegali, odróżniali tylko jakąś strukturę, inną gęstość ulistnienia, pewną monotonię. Padały głosy, że ja wolę, żeby były takie klony jesionolistne, niż żebym widział szare budynki. Druga rzecz, która mnie uderzyła podczas badań percepcji, to to że ludzie uciekają z terenów zabudowanych coraz intensywniej, żeby tylko poprzebywać na łonie natury.

Obserwuję ten trend od mniej więcej 10 lat. Pandemia go jeszcze zintensyfikowała. Chcemy choć chwilę pooddychać świeżym powietrzem. Jedna z największych usług ekosystemów, jakie nam świadczy roślinność doliny to oczyszczanie powietrza. Oczywiście i tutaj przenikają pyły ale w znacznie mniejszym stopniu. Mamy potrzebę przebywania w takim miejscu. I to jest wspólne dla wszystkich.

Mieszkańcom chce się przedzierać przez miasto do doliny?

Mieszkańcy pokonują niekiedy duże odległości, aby skorzystać z tych terenów. Wisła przyciąga coraz więcej osób i zapewnia im na tyle dużo korzyści, że ten trend utrzyma się jeszcze długo. Faktycznie jednak większość warszawiaków ma z tym spory problem, mają po prostu daleko nad Wisłę. Problemem XIX wieku staje się sprawiedliwy dostęp do zieleni. Miasta na całym świecie, w tym Warszawa, do analiz przestrzennego zagospodarowania dołączają analizy dostępności zieleni. Powoli próbuje się rozwiązać nierówności w dostępie do zieleni, ale to jeszcze kwestia przyszłości.

Percepcja doliny rzecznej to temat rzeka?

Tak. I dlatego będziemy kontynuować badania. Percepcja zmieniła się ogromnie zwłaszcza na przestrzeni ostatnich 20 lat. I dalej będzie się zmieniać. Sposób w jaki mieszkańcy miasta zaczęli korzystać z usług miejskiej doliny rzecznej i jak je postrzegają, jest ewenementem społeczno-ekologicznym.


Potrzeba wypoczynku w mieście blisko przyrody rośnie, w związku z czym presja mieszkańców na tereny cenne przyrodniczo jest coraz większa. Jak pogodzić potrzebę mieszkańców z koniecznością ochrony ekosystemów i świadczonych przez nie usług? Na przykład łęgów w dolinie Wisły? Fundacja Sendzimira wraz z ekspertami, specjalistami i mieszkańcami będzie się temu problemowi przyglądała podczas realizacji projektu Miejskie ekosystemy dolin rzecznych. Poszukamy sposobów zarządzania doliną, które pozwolą na łagodzenie tego konfliktu. Właściwie zaprojektowana infrastruktura może wesprzeć ochronę terenów będących ostoją bioróżnorodności w mieście, a jednocześnie zapewni do nich dostęp następnym pokoleniom.

 

Podobne wpisy