„Lex Szyszko” i ilość drzew wyciętych w Łodzi, czyli „co się stanie jeśli ludzie głosować będą piłami?”

Zespół badaczy i badaczek z Zakładu Analiz Systemów Społeczno-Ekologicznych Uniwersytetu Łódzkiego, prowadzony przez prof. Jakuba Kronenberga, analizując zdjęcia satelitarne zbadał wycinkę drzew w Łodzi i wpływ tzw. “Lex Szyszko” na zmniejszenie miejskiego drzewostanu. 

Badacze skłaniają nas do refleksji – “wyobraźmy sobie teraz eksperyment: jeśli ludzie mieliby możliwość głosować o obecności drzew w miastach za pomocą pił zamiast portfeli, jaki byłby wynik?” a jednocześnie odpowiadają , że taki właśnie eksperyment miał miejsce w Polsce! Do tego stanu rzeczy nawiązuje tytuł pracy – “Voting with one’s chainsaw: What happens when people are given the opportunity to freely remove urban trees?”.

“Lex Szyszko”

Słowem wstępu: powyższym mianem określana jest ustawa obowiązująca od stycznia do czerwca 2017 r., zwiększająca możliwości właścicieli działek do wycinania rosnących na ich terenie drzew. Dzięki tej ustawie, w większości przypadków usunięcie zieleni wysokiej nie wymagało nawet zgłoszenia czy uzyskania pozwolenia od odpowiedniej jednostki administracji publicznej.

Jak przeprowadzono badanie?

Badacze wybrali 11 obszarów Łodzi, stanowiących 8,5% powierzchni miasta, dobranych tak, by odpowiadały strukturze całego miasta (wybrane obszary były miastem “w pigułce”). Następnie na podstawie zdjęć satelitarnych dostępnych dzięki Google ręcznie oznaczono wycinane drzewa. Dlaczego ręcznie? Wycinki te często były nieduże, przez co automatyczne sposoby mogłyby ich nie odnotować. Dodatkowo – koszt wysokiej jakości zdjęć satelitarnych może być barierą w pracy urbanisty, czy badacza – dlatego postawiono na proste, tanie i skuteczne, choć czasochłonne metody.

Badane obszary naniesione na mapę Łodzi, źródło: Kronenberg, Łaszkiewicz, Sziło “Voting with one’s chainsaw: What happens when people are given the opportunity to freely remove urban trees?”

Co dzieje się kiedy ludzie głosują piłami?

Na wybranych obszarach w latach 2010-2019, według badania, wycięto 20 694 drzewa. Około 8000 z nich, niemal połowa, została wycięta w 2017 roku – wtedy kiedy obowiązywało liberalne prawo. Okazało się również, że 80% z wyciętych drzew rosło na terenach prywatnych. Był to największy odsetek w badanych latach.

Wykres pokazujący utratę drzew (ciemnoszary, oś po prawej stronie) oraz utratę koron drzew (jasnoszary, lewa oś), źródło: Kronenberg, Łaszkiewicz, Sziło “Voting with one’s chainsaw: What happens when people are given the opportunity to freely remove urban trees?”

Jakie mogą być przyczyny ogromnej skali wycinki?

Autorzy badania poszukując przyczyn wytypowali 4 z nich:

  1. właściciele działek przekonani są, że brak drzew ułatwi sprzedaż nieruchomości,
  2. utrzymanie drzew i problemy z nimi związane, takie jak sprzątanie opadłych liści i owoców, brak dostępu słońca, czy alergie,
  3. niewłaściwe zarządzanie zielenią miejską, np. połączenie ich z planowanymi budynkami i infrastrukturą,
  4. konflikt interesów publicznych i prywatnych – społeczeństwo może korzystać z zapewnianych przez zieleń usług ekosystemowych, ale dla właściciela bardziej opłacalna wydaje się być większa kontrola i możliwości związane z jego własnością.

Podsumowanie

Badacze wskazują, że prawo wprowadzone w 2017 r. więcej miało wspólnego z ochroną prywatnej własności niż ochroną przyrody. Podkreślają  również, że skala wycinki może świadczyć zarówno o przewadze wspomnianej własności prywatnej nad wspólnymi korzyściami usług ekosystemowych, ale i o niskiej świadomości tych drugich.

Według autorów opracowania polska przyroda, również ta miejska, potrzebuje lepszej ochrony, ale też promocji i edukacji. Zieleń powinna być traktowana jako niezbędna infrastruktura. Jednak, jak piszą autorzy badania, ustawa “Lex Szyszko” pokazała, że nie każdy w mieście “uwielbia drzewa”, a wręcz przeciwnie – są one niestety częściej iskrą konfliktów pojawiających się na styku interesów wspólnych i prywatnych.

Więcej informacji:

Tekst: Kuba Kopecki